Dla Duśki. Dobrze wiesz za co.
Obudziłam się zlana potem. Podniosłam się szybko i spojrzałam na zegarek. 4:11. Środek nocy. Rozejrzałam się szybko po pokoju i nie ujrzałam w nim nic, co mogłoby przypominać otoczenie z mojego snu. W sumie odetchnęłam z ulgą, ale z drugiej strony nadal myślałam o tych dłoniach. Westchnęłam głośno i wstałam z łóżka, zeszłam po dosyć stromych schodkach do łazienki, prawie przewróciłam się o swojego kota, który ani myślał się ruszyć. Czasem zastanawiałam się czy on żyje, bo naprawdę mogłam go kopnąć, przewrócić się o niego, a on mimo wszystko zamruczał i poszedł spać nie ruszając się nawet na milimetr z miejsca, w którym go trąciłam. Schyliłam się, by go pogłaskać. Miał jak zwykle puszyste i mięciutkie futerko. Poszłam do łazienki, włączyłam światło i opłukałam twarz zimną wodą.
- Chyba już nie pójdziesz spać, Alex - szepnęłam do odbicia w lustrze i wyszłam z łazienki.
Skierowałam się do kuchni i wstawiłam wodę na kawę. Skoro i tak już nie pójdę spać, to co mi zaszkodzi wypić kawę? Spojrzałam przez okno, a moim oczom ukazało się wschodzące słońce.
- Poranna kawa zawsze jest okay, no nie? - Mruknęłam do siebie pod nosem. Dzień w pracy zapowiadał się naprawdę super, naburmuszona szefowa, Ellie, która jest bliska rozstania się z pracą, a ja ciągle cierpliwa i miła dla szefowej i innych ludzi.
Dwie godziny snu to niby nic, ale dla mnie, osoby, która powinna wstać właśnie za dwie godziny, te nawet krótkie chwile snu były na wagę złota. Woda zaczęła się gotować, więc wsypałam kawę do kubka i zalałam ją wodą. Zajrzałam do lodówki, nie znalazłam w niej mleka, westchnęłam głośno i oparłam czoło o zimną lodówkę. Jak widać, nawet moja lodówka nie była dziś dla mnie życzliwa, no dzień zapowiadał się po prostu beznadziejnie. Dolałam jeszcze odrobinkę wody, żeby kubek był pełny, zamieszałam kawę i upiłam gorący łyk. Skrzywiłam się nieco, bo nie lubiłam normalnej kawy bez mleka, ale jak już mleka nie było, to po co narzekać.. Stanęłam przy oknie i obserwowałam jak słońce wstaje, moje mieszkanko w Chicago było dla mnie jednym z najprzytulniejszych miejsc, a zarazem jednym z najgorszych miejsc. Nie było nic pomiędzy. Mieszkam tu zaledwie osiem miesięcy i nie byłam się w stanie do końca przyzwyczaić, bo to duży przeskok dla zaledwie 25-letniej dziewczyny, która całe życie mieszkała w głębokiej prowincji, a każda jej szkoła nie znajdowała się w większej miejscowości niż ta, z której pochodzi. To dosyć dobijające, jednak rodzice zaakceptowali moją decyzję, bo sami nie byli w stanie się wynieść do większego miasta i zapewnić mi bytu, o którym skrycie marzyłam. Jednak teraz muszę przyznać, że życie na wsi nie było takie złe. Powietrze czyste, wszędzie masa ludzi i dzieci biegających między swoimi podwórkami, wielkie przyjaźnie i chowanie się po strychach starych domów, by móc pogadać. To nawet mimo wieku nie przechodziło i prawie dorosłe dziewczyny chowały się po strychach, by móc sobie poplotkować. Kurz i piach nie był dla nikogo straszny, a życie na wsi było prostsze, bo pracą, z której można było się spokojnie utrzymać, była praca na własnym podwórku. Tu, w wielkim mieście, pracę trzeba było sobie znaleźć i ciężko było sobie poradzić, zwłaszcza na samym początku drogi. To frustrujące dla kogoś, kto dopiero zaczyna przygodę z wielkim miastem.
Zaczął dzwonić mój telefon, spojrzałam zdezorientowana na zegarek, była 4:30, nie spodziewałam się niczyjego telefonu, a na pewno nie o tej porze. Poszłam do pokoju po telefon, spojrzałam na ekran 'Ellie'. Coś musiało się stać, ona rzadko dzwoni do mnie o tej porze, a jak już to robi to ma naprawdę ważną sprawę. Zaniepokoiłam się trochę. Odebrałam szybko.
- Halo? - Zapytałam dosyć przytomnie. 100 punktów dla panny Alex, wyczyn na skalę światową.
- Cześć, Alex... Mam nadzieję, że nie obudziłam... Co ja gadam, na pewno spałaś, bo o tej porze normalni ludzie śpią - coś musiało się stać, Ellie nigdy nie miała takiego słowotoku jak zaczynała rozmowę, nigdy.
- No właśnie nie spałam, dziwne, prawda? - Zapytałam, ale za sekundę pacnęłam się w czoło. - Co się stało?
- Właśnie nie wiem... Miałam taki dziwny sen, że ktoś mnie zabija w ciemnym lesie.. - Uniosłam brew do góry i natychmiast jej przerwałam.
- Czy ty właśnie zadzwoniłaś do mnie, by opowiedzieć mi swój sen? - Zapytałam nieco zirytowana. Niby nie przerwała mojego snu, bo nie śpię już od jakiegoś czasu, ale do cholery, jest właściwie środek nocy, takie rzeczy ona może mi opowiadać jak spotkamy się w pracy, a nie teraz.
- No właściwie to tak, przepraszam, dobranoc. - Powiedziała i szybko się rozłączyła, wzruszyłam ramionami i rzuciłam telefon na łóżko.
Moja irytacja wzrosła i w sumie nie wiem czemu, bo nie miałam pojęcia jak spożytkować czas, który mi pozostał do wyjścia do pracy. Mogłam rozmawiać z Ellie spokojnie przez telefon, bo miałam jeszcze bite dwie godziny siedzenia i leniuchowania. Mruknęłam coś pod nosem i wróciłam do kuchni, kawa już nieco wystygła, a słońce było już dosyć wysoko na niebie. Wydawało mi się, że nie było mnie naprawdę krótko. Możliwe, że mi się tylko wydawało, wypiłam szybko kawę do końca i umyłam kubek. Skoro już nie śpię, to może czas wyglądać jak prawdziwy człowiek, a nie jak zwykle. To frustrujące, kiedy szefowa ciągle marudzi mi nad głową, że nie powinnam chodzić ubrana jak do roboty na wsi do jej wypasionego butiku. Oczywiście ten "wypasiony butik" to moje słowa, nie jej, ale sami rozumiecie. Nie preferowałam elegancji, a styl rockowy i tak naprawdę to jej przeszkadzało, a moje ciuchy nie miały nic wspólnego z tymi, które nosi się do roboty na wsi. Zaraz, zaraz.. Czy Ellie właśnie mi powiedziała, że śnił jej się ciemny las? To dosyć dziwne, bo mi też się takowy las śnił, może wydarzenia były nieco inne, ale muszę ją zapytać jak wyglądał ten las. Nie to, że wierzę w jakąś telepatię czy coś, ale to dla mnie dziwne, że śnią nam się tej samej nocy podobne sny. Machnęłam ręką i spojrzałam na zegarek. Dochodziła już 5. W zasadzie mogłabym już zacząć się szykować, o 7.30 musiałam być na miejscu.
Poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro, hm... Ciężko będzie ogarnąć to, co mam na głowie i twarzy. Zaczęłam od umycia twarzy, szybko wytarłam ją ręcznikiem i nałożyłam dosyć delikatny makijaż. Był naprawdę bardzo delikatny patrząc na to, że nie lubię malować się dziewczęco i delikatnie. Przeczesałam swoje czarne włosy i szybko związałam je w koński ogon bardzo wysoko. Wyszłam z łazienki i poszłam na górę, weszłam do sypialni i usiadłam na łóżku, patrzyłam tępo w okno. Nie miałam ochoty iść do tej cholernej pracy, miałam ochotę zadzwonić do szefowej i poprosić o dzień urlopu, ale wiedziałam, że są wakacje, masa ludzi i szansa na urlop znikoma. Wstałam i wyjęłam z szafy krótką, czarną, bardzo prostą sukienkę bez ramiączek. Nie miałam ochoty na śniadanie, więc usiadłam z powrotem na łóżku i patrzyłam tylko w okno.
Do pracy zdecydowałam się pójść piechotą. Chicago dopiero się budziło do życia, więc ludzi było naprawdę niewiele. Chociaż było przed 7 to słońce już porządnie grzało, więc bałam się pomyśleć co to będzie w południe.
- Nie możesz ubierać się tak codziennie? - Usłyszałam pytanie wchodząc do butiku. Przewróciłam oczami.
- Miło mi cię widzieć, Taylor - powiedziałam do szefowej. Tak, byłyśmy na "ty".
- Alex, pytam serio - popatrzyła na mnie zza okularów. Ten wzrok mnie denerwował jak żaden inny w jej wykonaniu.
- A ja ci serio odpowiadam - odparłam. - Dlaczego nie podoba ci się to, jak się ubieram? - Zapytałam z nutą wyrzutu w głosie.
Ona tylko westchnęła, poszłam na zaplecze i położyłam torebkę na krześle obok mojej szafki. Spojrzałam na zegarek. Była już 7.45, a Ellie nie było. Wyszłam z zaplecza, Taylor coś pisała na czystej kartce.
- Gdzie Ellie? - Zapytałam ją, a ona nie odpowiedziała. To wydało mi się dziwne, bo wiedziałam, że mnie słyszy, nie była aż tak pochłonięta pisaniem na tej kartce. - Gdzie jest Ellie? - Zapytałam po raz kolejny i znowu nie usłyszałam odpowiedzi. Taylor bez słowa wręczyła mi jakiś druczek. Przepraszam, ale to był chyba jakiś cholerny żart. Druczek to było zwolnienie lekarskie, rzekomo Ellie jest w ciąży. Byłam zszokowana. Wydawało mi się, że to jakiś mało śmieszny żart i odruchowo zaczęłam szukać ukrytej kamery. Taylor patrzyła na mnie bardzo poważnie, więc to nie był żart. Jej też się to nie podobało, tak samo jak mi. Ona liczyła na nią, jako pracownicę, a ja myślałam tylko o tym, co ona zrobi, skoro nie miała faceta... Właśnie! Ellie była sama! Nie wspominała mi, że kogoś ma.
Dzień w pracy minął mi wyjątkowo szybko, ale wyszłam jak zwykle jak już się zaczęło ściemniać i zaczęłam żałować, że nie wzięłam jednak samochodu. Jednak to nic, przejście się spacerem nie było takie złe i zdecydowanie lepsze dla zdrowia niż wieczna jazda samochodem. Zamiast do domu ruszyłam w stronę domu Ellie, widziałam co jakiś czas przejeżdżające samochody, ale nie było ich dużo. Tak samo jak ludzi, poruszałam się w dosyć opustoszałej części Chicago. Stanęłam przy przejściu dla pieszych, jechały samochody, więc czekałam grzecznie.
- Takie kruche ślicznotki nie powinny wychodzić z domu o tej porze same - szepnął ktoś nad moim uchem i położył mi dłonie na talii. Zamarłam.